Samorządowe Przedszkole nr 44 w Krakowie

Zabawy logopedyczne

 

„Sowa sprząta swoje mieszkanie”

Sowa rozejrzała się po swojej dziupli (dzieci przesuwają językiem po pod­niebieniu górnym, wewnętrznych ścianach policzków, podniebieniu dolnym). Zauważyła duży bałagan. Postanowiła zrobić porządek. Zaczęła od odkurzania sufitu dziupli (przesuwają czubkiem języka od przodu do tyłu jamy ustnej po podniebieniu górnym), zdjęła też firanki (liczą czubkiem języka górne zęby) i włożyła je do pralki (motorek wargami). Po chwili pralka zaczęła płukanie firan („przepychają” powietrze wewnątrz jamy ustnej). Sowa odkurzyła też ściany (przesuwają czubkiem języka po wewnętrznej ścianie policzków) oraz podłogę (przesuwają czubkiem języka po podniebieniu dolnym w okolicach łuku zębowego). Rozwiesiła firany (ponownie liczą czubkiem języka górne zęby). Sowa była bardzo zadowolona z wykonanej pracy i szeroko się uśmiechnęła (roz­ciągają szeroko usta). Dumna wyjrzała z dziupli i rozejrzała się wokoło (poruszają językiem ruchem okrężnym na zewnątrz jamy ustnej). Spojrzała w górę (dzieci sięgają czubkiem języka w kierunku nosa), spojrzała w dół (sięgają czubkiem języka w kierunku brody). Rozejrzała się też w prawo (przesuwają czubkiem języka do prawego kącika ust) i w lewo (przesuwają czubkiem języka do lewego kącika ust). Wszędzie był porządek i słychać było śpiewające ptaki (gwiżdżą, naśladują głosy ptaków).

 


 

„Król wiatrów”

 podczas opowiadania przez rodzica/opiekuna dzieci chodzą z berłem po pomieszczeniu i naśladują szum wiatru, różnicując natężenie głosu.

„Za siedmioma lasami, na ogromnej górze mieszkał król wiatrów. Na wiosnę zlatywał z góry i szumiał łagodnie: szszsz…, by nie postrącać płatków z kwitnących drzew. W lesie najczęściej leżał na swym łóżku i obserwował bawiące się dzieci w pobliskim przedszkolu. Szumiał tylko wtedy, gdy chmury zbierały się nad placem zabaw, by je rozpędzić, lub wówczas, gdy słońce za mocno piekło i dzieciom było bardzo gorąco: wtedy też szumiał lekko: szszsz. Gdy nadchodziła jesień przeganiał czarne, kłębiące się listopadowe chmury, szumiąc groźnie: szszsz. Najwięcej jednak hulał o świcie podczas mroźnych, srogich zim i wołał: szszsz! Zaglądał przy tym do okien, by zobaczyć, jak bawią się dzieci w domach i przedszkolach. Stukał w okienka, jakby wywołując dzieci na dwór. Ale one wolały zostać w ciepłym pokoju i tylko przez szybę przyglądać się tańcom wiatru”.